Kara śmierci – sprawiedliwość czy błąd, którego nie da się cofnąć?

© LyaBond

Są tematy, które wracają zawsze wtedy, gdy emocje zaczynają dominować nad rozsądkiem. Nie potrzebują zapowiedzi ani wprowadzenia, bo pojawiają się automatycznie – w komentarzach, w rozmowach, w nagłówkach. Wystarczy jedna historia, jedna tragedia, jedno wydarzenie, które poruszy opinię publiczną, żeby w przestrzeni publicznej znów wybrzmiało to samo zdanie: „dla takich ludzi powinna być kara śmierci”. To zdanie pada szybko, często bez zastanowienia, jakby było czymś oczywistym, czymś naturalnym, czymś, co ma przywrócić porządek w świecie, który nagle wydaje się niesprawiedliwy.

I trudno się temu dziwić, bo kiedy człowiek styka się z cierpieniem, z brutalnością, z historiami, które wydają się przekraczać wszelkie granice, pojawia się potrzeba reakcji. Potrzeba, żeby coś zostało zrobione. Żeby ktoś poniósł konsekwencje. Żeby ta historia miała swój koniec, który w jakiś sposób przyniesie ulgę. W takich momentach kara śmierci bardzo często jawi się jako rozwiązanie ostateczne, jako coś, co zamyka sprawę, co daje poczucie, że sprawiedliwość została wymierzona.

Tylko że rzeczywistość, szczególnie ta prawna, nie jest tak prosta, jak chcielibyśmy wierzyć.

W Polsce kara śmierci należy dziś do przeszłości. Została ostatecznie zniesiona wraz z wejściem w życie Konstytucji w 1997 roku, ale jeszcze nie tak dawno była realnym elementem systemu. Ostatnia egzekucja została wykonana w 1988 roku, a jej ofiarą był Andrzej Czabański. To nie jest odległa historia, którą można zamknąć w podręcznikach. To wydarzyło się stosunkowo niedawno, w państwie, które funkcjonowało już w rzeczywistości znacznie bliższej tej, którą znamy dziś. Państwo miało wtedy realne prawo odebrać człowiekowi życie i z tego prawa korzystało.

Dla wielu osób to właśnie jest argument za tym, że kara śmierci „działała” i mogłaby zostać przywrócona. Ale jest jedna kwestia, która w tej dyskusji powinna wybrzmiewać najgłośniej, a bardzo często zostaje zepchnięta na dalszy plan. To nie jest pytanie o to, czy ktoś zasługuje na najwyższy wymiar kary. To jest pytanie o to, czy system, który tę karę wymierza, jest w stanie zrobić to bezbłędnie.

A historia pokazuje, że nie jest.

Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów w Polsce jest sprawa Tomasza Komendy. Mężczyzna, który został skazany za brutalne przestępstwo, którego nie popełnił, spędził w więzieniu osiemnaście lat. Osiemnaście lat życia, które zostały mu odebrane przez system, który miał stać na straży sprawiedliwości. W tym czasie stracił wszystko – młodość, zdrowie, relacje, poczucie bezpieczeństwa. Dopiero po latach został uniewinniony, a państwo przyznało się do błędu.

Można powiedzieć, że sprawiedliwość w końcu zwyciężyła. Można mówić o odszkodowaniu, o przeprosinach, o naprawieniu krzywdy. Tylko że jest jedna rzecz, której nie da się już przywrócić – czasu. Tych osiemnastu lat nikt nie odda. Tego, co zostało zniszczone, nie da się odbudować w pełni.

I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, które dla mnie osobiście zamyka całą dyskusję o karze śmierci.

Co by było, gdyby ten człowiek nie dostał wyroku wieloletniego więzienia, tylko wyrok śmierci?

To nie jest abstrakcyjne rozważanie. To nie jest teoretyczny scenariusz. To jest realna możliwość, która w przeszłości mogła się wydarzyć. Wystarczyłoby kilka innych decyzji, kilka innych okoliczności, większe przekonanie o winie, szybszy proces. Wystarczyłoby, żeby system uznał, że „to na pewno on”.

I wtedy nie byłoby żadnego uniewinnienia. Nie byłoby żadnego „przepraszamy”. Nie byłoby żadnej szansy na naprawienie błędu. Byłaby tylko świadomość, że państwo odebrało życie niewinnemu człowiekowi.

To właśnie dlatego jestem przeciwniczką kary śmierci. Nie dlatego, że nie dostrzegam zła ani nie rozumiem emocji, które pojawiają się w obliczu najcięższych przestępstw. Rozumiem je bardzo dobrze. Każdy z nas je czuje. Gniew, bezsilność, potrzeba sprawiedliwości – to są naturalne reakcje. Ale właśnie dlatego uważam, że system prawny powinien być od tych emocji oddzielony.

Bo jeśli istnieje choć jeden przypadek pomyłki, a wiemy, że takie przypadki istnieją, to znaczy, że istnieje ryzyko, że kara śmierci zostanie wykonana na niewinnej osobie. A to nie jest ryzyko, które można zaakceptować w państwie prawa.

Kara śmierci często bywa przedstawiana jako ostateczna forma sprawiedliwości, jako rozwiązanie, które zamyka historię i przywraca równowagę. W rzeczywistości jednak bardzo często jest czymś innym – jest odpowiedzią na emocje, próbą poradzenia sobie z poczuciem chaosu i niesprawiedliwości. Daje złudzenie kontroli i poczucie, że coś zostało wyrównane.

Tylko że śmierć nie cofa tragedii. Nie przywraca życia ofiarom. Nie leczy bólu ich bliskich. Nie naprawia świata, który został naruszony.

A jednocześnie wprowadza do systemu coś, co powinno budzić największy niepokój – prawo państwa do decydowania o tym, kto ma żyć, a kto nie.

Bo żeby takie prawo było moralnie dopuszczalne, musielibyśmy uwierzyć, że system jest nieomylny. Że nigdy się nie pomyli, że zawsze podejmie właściwą decyzję, że nigdy nie skrzywdzi niewinnego człowieka. A historia, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, pokazuje, że to po prostu nie jest prawda.

Dlatego dla mnie pytanie o karę śmierci nie zaczyna się od sprawcy. Zaczyna się od systemu. Od tego, czy jesteśmy gotowi jako społeczeństwo zaakceptować fakt, że w imię sprawiedliwości może dojść do nieodwracalnej pomyłki.

Bo to nie jest już kwestia opinii. To jest fakt, który już się wydarzał.

Lya

Total
0
Shares
1 comment
  1. Myślę ze w tych czasach gdzie technologia poszła tak do przodu , rzadko zdążają się pomyłki osoby winnej z największym wyrokiem. Uważam że dla takich zwyrodnialców powinna być kara śmierci lub warunki takie na jakie te osoby zasługują. Niestety w więzieniach mają lepsze jedzenie niż w wielu szpitalach , darmowa telewizję a w szpitalu trzeba opłacić aby móc oglądnąć , rodzice dzieci śpią pod łóżeczkiem na karymacie lub na krześle , niektóre szpitale dzięki WOŚP mają fotele które się rozkładają. Dlatego uważam że osoby które zrobiły tak straszne rzeczy powinny bardziej odczuć swoją winę.

Skomentuj Marta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Previous Post

Jasnowidze i iluzja prawdy -gdzie kończy się nadzieja, a zaczyna manipulacja?

Next Post

Butik Ultimo: dwie wersje tej samej historii

Related Posts